18 kwietnia 2012

Robi się, robi!

W ramach nauki preferuję system drutowy - cześć materiału (tytuł, rozdział i tak dalej), rządek na drutach, kolejny tytuł, znowu rządek.
Jak na razie mam bardzo dużo chusty a bardzo mało wiedzy w głowie. Jakieś 400 oczek na drutach robi swoje i przerobienie tego cuda trochę trwa :)

Do rzeczy! 
Na drutach mam chustę Haruni, nazwałam ją Liquid Gold, sami zresztą zobaczcie: 


Uwielbiam ten kolor, miodowo-żółto-pomarańczowo-złoty, będzie poprawiał mi humor w deszczowe dni i będzie pasował do ciemnozielonego płaszcza. W słońcu prezentuje się tak:





Nie muszę dodawać, że to moja pierwsza chusta w życiu? Z pewnością nie ostatnia - zbyt przyjemnie się ją robi, nie mam monotonni, a efekt jest szybko widoczny.

Ale bądźmy realistami - nie da się robić tylko jednego modelu na raz. Moja druga robota jest bardziej wymagająca i nie wiem jak o mnie świadczy - bo czy normalny człowiek biorąc się za pierwszy w życiu sweter kombinował by go sam, bez wzoru, a tylko z bardzo niejasną wizją jak ma wyglądać? Wizja zresztą dość świeża, ba sweter zaczynał jako spódnica, a był przez chwilę nawet kandydatem na komin!


Celtyckie warkocze, jak ich nie uwielbiać? 







Jeszcze detal, pochwalę się plisą, dwa razy prułam zanim wreszcie przestała się marszczyć...

I tyle na razie, szukam jeszcze ładnej włóczki i wzoru na mitenki dla przyjaciółki na urodziny. Tylko kiedy ja się będę uczyć?


19 listopada 2011

Tender

1. "Zdrowa kuchnia" Gordona Ramsay'a jest niefajna. Chociaż pewnie to niechęć do autora przesłania mi walory przepisów, bo nie cierpię chamstwa. Patrzę na zdjęcia z jego sztucznie uśmiechniętą mordą i aż się wzdrygam. Warto nabrać dystansu?

2. Jutro będzie Tarta z masą karmelową i czekoladowym ganache. Sama nazwa "ganache" brzmi jak orgazm na talerzu, zobaczymy...

3. Dużo nauki mało życia.


14 listopada 2011

Zgubiłam szydełko

A nawet kilka. Znaczy się, schowałam je gdzieś, gdzie miały być bezpieczne. I są... Ostało się tylko 1.25, którym choćbym nie wiem jak chciała nie nawlekę części oczek mojego Abalone.

Fioletowy będzie, z Kotka nieszczęsnego, mechacącego się tak że aż chce się płakać, ale pierwsze śliwki robaczywki - a to mój pierwszy duży projekt!




11 listopada 2011

1. Start!

Ten blog musiał kiedyś powstać, i traf chciał, że zdarzyło się to właśnie dzisiaj. Czego się będzie można po nim spodziewać? To blog, po jakimś czasie zaczyna żyć własnym życiem. Może się rozleniwi, i zaśnie snem zimowym (szczęściarz, że mu wolno!), może rozbestwi się jak dziki zwierz, może będzie grzeczny i miły (chociaż nie, no sorry, nie jestem córką premiera) - jedno jest pewne: ziarenko zostało zasiane.

Niech się rozrasta miejsce na rozmaitości. 
Dlaczego to wszystko? Skąd pomysł na ten szalony ekshibicjonizm? Bo jak nie zapiszę, to zapomnę, i wszystko odejdzie. 

ktoś chowa nasze najlepsze dni
suszy chwile na wiór, słowa obraca w pył